czwartek, 29 maja 2008

Wkurwienie osiąga zenit

Dochodzę do lekkiego obłędu. Nie wiem co będzie dalej. Wiem tylko, że jak wszystko potoczy się takim samym tokiem jak dotychczas to zrobię coś złego. Czy będę tego żałować? Wątpię, będzie wręcz przeciwnie. Doznam wielkiej ulgi i tym samym spadnie napięcie emocjonalne, więc przestanę być chodzącym kłębkiem nerwów. Wiem też, że wszystko wyjaśni się lada dzień. Mam już dość tego, że nie mogę zasnąć bo myślę ciągle o tym samym. Dla mnie to jedna wielka bajka w, której ja jestem postacią tragiczną.

Konsekwencje się nie liczą skoro teraz nikt się ze mną nie liczy i nikt nie traktuje mnie poważnie. Wszyscy odnoszą się do mnie nie jako do człowieka tu i teraz. Wszyscy odnoszą się do mnie jako do osoby powiązanej wzajemnie z innymi osobami i faktami, tworząc w ten sposób zbędne kłody pod moje nogi. Po jaką cholerę mydlą mi oczy? Mogę zrozumieć, że zachowują się tak ludzie spoza rodziny, ale do kurwy nędzy dlaczego Ci, którzy są teoretycznie powinni mnie wspierać robią ze mną dokładnie to samo? Na początku mają najwięcej do powiedzenia, zapewniają, że będzie lepiej, mówią, że pomogą, a potem sami poddają się wpływom manipulacyjnym tej samej szarej masy od, której wcześniej mnie bronili!

Nie pojmuję tego wszystkiego. Nie chcę już nad tym myśleć bo ogłupieję...
 
//zabezpieczenia ... ... ... ... ...