poniedziałek, 24 marca 2008

Sielankowe objęcia Morfeusza

Dzisiejszej nocy miałem miły sen...

Byłem na wsi, u mojej babci, a konkretnie - na boisku do piłki nożnej istniejącym do dzisiaj niedaleko jej domu. Znajdował się tam mój starszy brat i jeszcze ktoś - nie wiem kto... Świeciło przyjemne słońce. Wtedy jeszcze taka pogoda panowała za czasów mojego dzieciństwa. We śnie byłem jednak raczej w wieku bliskim teraźniejszości chociaż nie jestem tego pewny do końca. Nie było upalnie, ani zimno, co niestety jest odejściem od rzeczywistości - anomalnej pogody. Promienie słoneczne padały w każdy zakamarek, a ja miałem wrażenie, że miejscami było wręcz biało. Cały obraz widziałem tak jakby przez lekką mgiełkę - to był sen we śnie. Czułem się jak nowo narodzony, a czas jakby wbrew samemu sobie nigdzie się nie śpieszył. Wszystko działo się wolniej, a ja dzięki temu wyłapywałem coś co mogę nazwać najdrobniejszymi szczegółami otaczającego mnie świata, po czym samoistnie zamieniałem je na szczęście. Zacząłem biec, czułem. Panował wielki spokój i równowaga, a ja nie potrzebowałem niczego więcej niż przestrzeni na świeżym powietrzu. Nagle się obudziłem i cały czar przysnął. Wszystko przepadło...

Chciałbym być znowu dzieckiem, dzieckiem w pełni fizycznie i psychicznie, ponieważ w pewnym stopniu emocjonalnie nim jestem, z tym, że mam przyciemniony i w różnym sensie zatracony sposób postrzegania otaczającego mnie świata. Fizycznie dlatego, że dzieci są inaczej postrzegane, inaczej doświadczają różnego rodzaju zjawisk, a także łatwiej jest im wejść do miejsc niedostępnych dla dorosłych. Najbardziej cenne i sentymentalne z tamtego okresu jest dla mnie głęboka gama uczuć postrzegania różnych sytuacji, a nawet własnych myśli. Obecnie, myśli to bezcelowa plątanina nie mająca końca ani początku, tym najprostszym celem było głębokie uczucie potrafiące za sprawą psychiki odsunąć nas od spraw życia codziennego. Istotną rzeczą jest również to że w teraźniejszości brakuje marzenia i głębokiego rozmyślania na każdym kroku w obrębie błahych podstaw.

Właśnie to było ambrozją dzieciństwa - bujanie w obłokach i zupełnie twórcza interpretacja wszystkich i wszystkiego. Dziwne jest to, że czasami miewam tzw. przebłyski i w najlepszym wypadku, po uprzednich próbach powrotu myślami do dobrych chwil, które mogły być związane z dzieciństwem, przez dwie sekundy gdzieś tam w środku coś się we mnie budzi i emocjonalnie doświadczam głębokiego uczucia związanego z tamtym okresem. Trudno mi to opisać, naprawdę trudno. Wspaniałe minęło, nadszedł czas pokuty. Być może to oznaka tego, że element źródła energii i entuzjazmu ulokowany we mnie samym, niezależny od świata - już się wypalił lub właśnie gaśnie.

Nie bez powodu porównam dzieciństwo do chłonięcia wody przez suchą gąbkę. Właśnie wtedy pragniemy poznać świat, wszystko co nieznane musi zostać odkryte albo wytłumaczone przez wyjątkowo elastyczną wyobraźnię. Żaden okres w życiu nie ma takiej podatności na życie jak dzieciństwo. Dla mnie samego teoria, że będąc dzieckiem chcemy być dorośli, a będąc dorosłym chcemy się cofnąć do czasów dzieciństwa jest tylko w połowie prawdziwa. Ja nigdy nie chciałem być dorosły. Może tym się różnie od innych. Nie śpieszyło mi się do dorosłości i z całą pewnością mogę napisać, że nigdy nie powiem o sobie jako o osobie dorosłej.

Dzieciństwo to beztroska i bezpieczna zabawa na polanie jako małe zwierzątko wokół rodziny. Życie dorosłe to przemiana w drapieżnika, w głębi lasu, żeby przetrwać musisz się bronić, uciekać i atakować. Niegdyś sucha gąbka zrobiła się wybredna i chłonie tylko to co uzna za przydatne. Człowiek z wiekiem nie robi się jak wino. Człowiek po prostu prędzej czy później gnije jak owoc, wcześniej od wewnątrz, dopiero potem wizualnie.

środa, 19 marca 2008

Omnis homo mendax

Miałem nawet pewien cel.
Ironicznie dumnie to brzmi.
Miałem to czas przeszły.
Było, minęło, prysnęło.

Odrobina wysiłku nakręciłaby mnie jak zabawkę.
To wydawało się takie proste.
To było proste.
Trzeba było tylko zacząć.

To życiowy absurd rzeczywistości.
Ale ja nie umiem tego zrobić.
Nie chodzi o to, że nie spojrzę komuś w oczy.
Chodzi o to, że nie spojrzę w oczy sobie.

Nie umiem nawet dla własnej korzyści stać się złym.
Kręcenie się w kółko razem z innymi tu nie pasuje.
Nie dla mnie ten teatr.
Na szczęście ten kontrakt nie będzie trwać wiecznie.

Dystymia - fatalnie wierne miano

Drwić w tym całe dwa lata, żeby mieć 2 miesiące spokoju.

Każdy jest kowalem własnego losu, jednak ja samemu doprowadziłem do tego, że stałem się jedynie adeptem przyglądającym się pracy innych na uboczu, a co najgorsze ten adept i tak nie jest jeszcze pewny co do swojego przeznaczenia w tym fachu.

Pomimo tego, że w swoim życiu mam wiele przykładów twardo świadczących o tym, że problemy kiedyś się rozwiążą i, że zamartwianie się było niepotrzebne to i tak kolejny raz w to wątpię.
 
//zabezpieczenia ... ... ... ... ...