Kolejna notka miała być skupiona między innymi na Woodstocku i moich odczuciach z tym związanych, lecz pewna sytuacja zmieniła te zamiary.Wczorajszy wieczór. Siadam przed tv w, którym rozpoczyna się jakiś film, przy czym pytam zgromadzoną siostrę z mamą o gatunek filmu. Matka rzekła z pełnym przekonaniem, że to nie dla mnie, ponieważ nie jestem romantykiem. Siostra zapewne niczego nieświadoma stanęła w mojej obronie ponieważ zapytała 'a skąd wiesz?' co było miłe aczkolwiek w ogóle się tego nie spodziewałem. To mnie w pewnym sensie napędziło, wkurzyłem się i odpowiedziałem ponurym głosem 'wszystko wiedzący'.
Krótka odpowiedź, natomiast adekwatna, o szerokim znaczeniu oraz podświadomie mająca na celu wywołać refleksje. Szczerze wątpię, że wywołała cokolwiek długotrwałego. chwilowe spojrzenie na siebie nic nie zmieniło, aczkolwiek z mojego punktu dało wiele. Potrafię cieszyć się z małych rzeczy, niekiedy dostrzegam je po długim czasie bo na to potrzeba czasu. Nie napiszę odruchowo 'dziwne', a - nic dziwnego, że rozumiem swoje małe radości.
W pełni obiektywnie mogę napisać, że przecież nikt inny niż my sami nie zrozumie tego co wprowadza nas w nastroje euforii bądź melancholii i tego czego nie ma w powszechnych przekonaniach ludzi zakodowanych w niedostępnych częściach naszego umysłu, czyli inaczej mówiąc - nikt nie zrozumie tego co dla nas jest wyjątkowe, na tym polega indywidualizm. Nie kierujemy się wówczas szablonami, które chwytamy bez wysiłku, ani w tym co w manipulacyjno-retoryczny sposób wpajają nam źródła, np. media, prasa, książki, a także sami ludzie nas otaczający. Tworzymy swój pogląd wyłącznie sami, nie czujemy w tym obcych rąk i to jest piękne, wręcz boskie. Niestety nie zawsze otoczenie pozwala nam się tym cieszyć, ponieważ wywiera na nas większe wysiłek, zakłopotanie, złe samopoczucie, następnie presję, a to później prowadzi do stresu i kończy się na zagubieniu poprzez utratę wiary w to co wierzyliśmy, a czasami na czymś więcej o czym nie warto teraz wspominać dlatego, że samobójstwo to osobny, obszerny temat o, którym nie będę teraz myśleć.
Odbiegając od tej dygresji powróćmy do wczorajszego wieczoru. Po co o tym wspominam i dlaczego to takie ważne? Otóż wszystkie zapisy łączy jedno - potrzeba wyrzucenia swoich myśli, a także chęć wzmocnienia własnych poglądów, które prowadzą nas przez życie. Aktualny zapis jest o tyle ważny, że jest jedną z wielu idealnych metafor w pełni tego słowa znaczeniu nawiązujących do tego, że moja najbliższa rodzina wie o mnie kurwa tyle co kot napłakał. Z czystym sumieniem napiszę, że wiedzą jak się nazywa szkoła do której chodzę, ile mam lat i to czy obgryzam paznokcie. Poza tym nic o wyższym stopniu rozbudowania, choć trudno w to uwierzyć, tak jest naprawdę w rzeczywistości.
Nie mam o dziwo do nich o to wielkiego żalu i nie ukrywam, że malutki pozostanie, ale czasami ich teksty i pewność siebie potrafi wprowadzić w stan ogłupienia. Zadaje sobie wtedy pytanie - może rzeczywiście podmienili mnie w szpitalu? Na to pytanie zna odpowiedź sam personel tej instytucji, ja mogę tylko przypuszczać ;) Przyzwyczaiłem się już do rodzinki i pewne sprawy zaakceptowałem. Robię się coraz większym introwertykiem oraz ekscentrykiem i nie czuję się w tym niekomfortowo. Długo z tym walczę, są chwile kiedy popadam w stany depresji, ale nigdy nie rezygnuję z poglądów na rzecz przyjemności ciała niezgodnych ze mną tylko po to, aby utopić w tym smutki. Wolę hartować umysł.
W dzisiejszym świecie mocna psychika jest ważna by przetrwać na tej wojnie zwanej życiem. Brak odrobiny własnego zdania w podstawowych sprawach moim zdaniem to brak firewalla w systemie i łatwy dostęp do pełnej kontroli nad zainfekowanym obiektem. Obcy podsyła nam coś co wizualnie wygląda jak Winamp lub smaczne ciastko ;P, a my temu ulegamy i niczego nieświadomi wywołujemy impuls prowadzący do inicjacji niszczących instrukcji w naszym umyśle. Bez własnego zdania można zaginąć jak helikopter w ogniu pośród pieprzonych dzikusów i być podatnym na ich manipulację, a co w efekcie końcowym prowadzi do przemian na jakich wymusza na nas otoczenie i wreszcie do bycia takim samym jak owe obiekty, które do tego dążą.
Dlatego myślę, że nie musimy od razu pisać książek, ale musimy neutralizować ataki osób popierdolonych w wielu tego słowa znaczeniach, jak i zarówno tych nietolerancyjnych i co za tym idzie - wyjść z tej bitwy w dyplomatyczny sposób, nie pozwalając sobie wejść na głowę, wyłącznie w sytuacjach kiedy czujemy się zagrożeni pod presją środowiska, nawet jeśli nasza naturalna reakcja jest inna. Trzeba pamiętać, że każdy może zaopatrzyć się w owczą skórę w Realu w celu przebrania i wtopienia się w otoczenie.
Używam zmysłów.