niedziela, 2 września 2007

Inicjacja

Fatalny nastrój. Mam ochotę powiedzieć jaki ze mnie fatalny, bezużyteczny i zbędny kolega kilku osobom, tym, których najbardziej cenię i nie tylko im. Czasem nawet się rozpłakać mimo, że wokół jest kilkadziesiąt obcych osób.

Co to za facet, który płacze? Żaden facet. Faceci nie płaczą. Co to za facet, który nie umie powiedzieć co go boli? Żaden facet. Faceci konkretnie określają swoje potrzeby. Co to za facet, który nie jest zaradny? Żaden facet. Faceci są po to, aby dowodzić.

Więc kim ja jestem? Na pewno nie stereotypowym facetem. Jestem spoza miarki, skala mnie nie obejmuje, a żadna reguła nie może określić. Trzeba z tym żyć, może na tym polega ta trudność, żeby się umocnić i wytrwać? Wszystko co dziwne jest niedostosowane i łatwo to zauważyć. Niestety tylko z pozoru łatwo. W codziennej praktyce pozory to wierzchołek góry lodowej. Dostrzegane jest we mnie to co wystaje spod tafli wody, o całej reszcie nikt nie ma zielonego pojęcia. Szczerość i większość prawdziwych uczuć przykrywane jest przez skrytość, lęki i retorykę, która potrafi odbić ataki innych do poziomu neutralności. W moim przypadku nie towarzyszy temu obłuda i pozerstwo, oby nigdy do tego nie doszło, walczę z tym jeżeli tylko się budzi. Klnę na tych, którzy tacy są. Hitler zapomniał ich przez komin przepuścić. Może jeszcze będzie okazja.

Jestem ascetą, introwertykiem, indywidualistą. Jak to określić jednym słowem? Nie da się. Pływam łódką pośród innych łódek, przy czy robię to tak, żeby przypadkiem się z nią nie zderzyć i nie wywołać wielkich fal, które mogłyby pociągnąć za sobą nawet skarby, mimo to jestem dostrzegany jako obiekt. Po cichu liczę, że ktoś sam na mnie wpadnie, lecz to nie jest niezbędne, aby płynąć dalej. To metafora mówiąca o tym, że nie ingeruję w sprawy ludzi do tego stopnia, że nie narażam ich na wytrącenie z własnego rytmu choćby nie wiem co mi obiecywano. Dryfuje na takim wietrze jaki wieje. Może kiedyś wyląduje na bezludnej wyspie ciekawszej od całego ładu społecznego. Tak to wygląda konkretnie domyślnie obiektywnie mówiąc po głębszym zastanowieniu, razem z samokrytyką.

To zabawne. Przeszłość, która wydawała się gorsza wcale taka nie jest. O dziwo mam do niej lekki sentyment. Wszystko zaczyna się w gimnazjum gdzie trafiłem do obcej klasy. Wtedy mimo wielkiej presji okazywałem słabość i było mi jakoś lżej na duchu, nie spodziewałem się, że będzie gorzej, byłem nastawiony na pozytywy. Potem nowa szkoła, zupełnie nowe środowisko i prawie roczna euforia z powodu nawet aż tak nie oczekiwanych zmian na lepsze, kiedy nałykałem się tego wszystkiego zrozumiałem, że nie wszystko złoto co się świeci, zagłębiłem się w refleksji. W tej chwili mimo fajnych kolegów, po tym jak przyzwyczaiłem się do nich zaczynam odczuwać jakiś niedosyt i pustkę. Wiem, że muszę utrzymać pewien szacunek i dystans dlatego nie pozwalam sobie wchodzić na głowę. Wszystko wydaje się być w porządku, to pozory, ja wcale nie odczuwam wielkiej radości tak jak na początku szkoły. Teraz nawet najmniejsza zmiana skierowana w moją stronę jest odczuwana tak jak dla ryby kroki. Strach pomyśleć co będzie jak wybuchnie bomba.

Jutro powrót do szkoły. Co to oznacza? Co tracę? W pewnym stopniu refleksje, samokrytykę, rutynę, monotonię. A co zyskuję? Na pewno praktykę, potencjalną presję, oderwanie, sekwencyjnie stały kontakt z ludźmi i kilkudziesięciu minutowy śmiech niecyklicznego dnia.

Zobaczę czy liberalność tego kabaretu w tym roku trzyma optymalny poziom.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

--Dobrze, że płaczesz i do tego umiesz o tym mówić. Dla mnie to +. (jeśli będziesz chciał mogę spróbować tą myśl rozwiąć, ale nie sądzę żeby świetnie mi to wyszło, więc szczerze liczę na to, iż nie będziesz tego ode mnie oczekiwać ;] ale żem teraz suchara napisała -lol)
--Faceci zazwyczaj nie potrafią powiedzieć co ich boli. Pod tym względem ty i Dżo prawie wcale się nie różnicie (z resztą nie tylko wy ;]) Żeby się dowiedzieć od Dżo dlaczego jest "kiepsko, dziwnie" itp. musze pokonać fire-wall i podać pięć haseł ;)
--Faceci prawie nigdy nie określają dosłownie swoich potrzeb, a jak określają to zazwyczaj w sposób, który bardziej przypomina wojskowy rozkaz lub tekst typu "albo będzie tak i tak albo jak nie chcesz to nie, ale wtedy.. bla bla bla" zawsze jest jakieś "ale" ;). Bardzo często boją się mówić o co tak naprawdę im chodzi ;]. tok myślenia >> "Domyśl się sama, jak nie to trudno."
--I ostatnie... Znam baardzo mało naprawdę zaradnych facetów, wielu sprawia tylko takie wrażenie, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Cała reszta (albo zdecydowana większość reszty) nawet nie sprawia takiego wrażenia ;].
--No i tak jeszcze coś a poropos "stereotypowego faceta" - no cóż.. na pewno nim nie jesteś, ale dla mnie to koleja kwestia, którą stawiam po stronie plusów :)

 
//zabezpieczenia ... ... ... ... ...