niedziela, 19 sierpnia 2007

Z perspektywy obserwatora

Przez ostatnie tygodnie często jeździłem na działkę z mamą i siostrami. Tym razem postanowili wybrać się na noc, aby z samego rana wyruszyć w czysty teren na grzyby. Oczywiście zgodziłem się, w końcu nic innego nie miałem do roboty. Zabrałem dwa niezbędne przedmioty - telefon, czyli lustro do mojego wnętrza i mp3 playera, czyli jedyną stałą przyjemność w postaci muzyki bez której już dawno by mnie tu nie było. Poza tym pobocznymi przyjemnościami jest dobry film wedle mojego gustu i sporadyczny kontakt z kolegą, który przychodzi zawsze w interesie. Nie ukrywam, że rzeczy materialne też sprawiają radość, ale o innym działaniu. Tak to wygląda w rzeczywistości, konkretnie i bez owijania w bawełnę.

Wrócę do sytuacji. Zapowiadało się spokojnie. Po jakiejś godzinie na miejscu telefonicznie okazało się, że mój najstarszy brat z dziewczyną wpadli na taki sam pomysł co do planów i, że przyjadą nocować z nami. Mieli zajechać jeszcze do nas do domu po materace i wodę w baniaku do mycia rąk. Byłem zaskoczony i trochę wytrącony z równowagi. Zarówno oboje bracia są do mnie ironiczni, czasami traktują jak wadliwą kaczkę na odstrzał. Na początku czułem lekką presję, ale jak się później okazało zniknęła. Zauważyłem pozytywne zmiany w zachowaniu tego najstarszego. Można powiedzieć, że mnie akceptował co jest lepsze niż tolerancja z konieczności. Wynikało to z tego, że tym razem związał się z poważną, miłą kobietą z, którą od pewnego czasu już mieszka. Osobiście podoba mi się w niej to, że wobec każdego była taka sama, naturalna. Nawet kiedy nie nawiązywałem kontaktu to i tak była wyraźnie do mnie miła. Podobało mi się jeszcze to, że nie dostosowywała się do mnie i traktowała mnie na równi pomimo mojego niecodziennego charakteru. Ze zwykłej bezsłownej obserwacji można dowiedzieć się wiele o osobowości, szczerze mówiąc nawet więcej niż we wnikającej relacji. Po głębszym zastanowieniu sprawia wrażenie potencjalnie zaufanej do tego stopnia, że wyobraziłem sobie sytuację w, której chciałem dać jej adres swojego bloga po to, abym miał całkowitą pewność, że w środowisku rodzinnym znajduje się choć jedna osoba, która nie traktuje mnie powierzchownie. Niestety daleko teorii, a tym bardziej wyobraźni do czynu.

Dwa razy odmówiłem kiedy jego dziewczyna i siostra zaproponowały mi trunek alkoholowy. Jedno co mnie w pewnym sensie pozytywnie zadziwiło - to, że dałem się namówić, ale właśnie z inicjatywy brata. Jak sam powiedział "po prostu daje się, a nie pyta". Pod wieczór zjawiła się jeszcze pewna ciotka ze swoim jeszcze chłopakiem. Nie odzywałem się w towarzystwie co nie jest niczym nowatorskim, to już taki nawyk na, którego omówienie potrzeba wielu czasu, zresztą sam tego do końca nie pojmuję.

Później pojawia się wątpliwy wątek. Nie czułem się pijany, ani na ciele, ani na duchu. Zresztą bezpośrednim dowodem tego pierwszego jest to, że czułem się dobrze w trakcie, jak i na drugi dzień nie miałem złego samopoczucia. Pośrednią sprzecznością drugiej sprawy jest to, że wcale nie włączyłem się do rozmów.

Teraz nie wiem czy powodem rozluźnienia było zaklimatyzowanie się w warunkach czy działanie alkoholu. Kiedy byłem w przekonaniu, że to procenty wprowadziły mnie w stan braku zakłopotania zdałem sobie sprawę z tego jak niewyobrażalnie koszmarne musi być uzależnienie od alkoholu czy narkotyków. Za każdym razem kiedy nie jesteś w upragnionym stanie doświadczasz wielokrotnie spotęgowaną energię negatywną ze świata zewnętrznego. Bezradność i chęć powrócenia do tego stanu zabija psychicznie. Z każdym krokiem żąda się coraz więcej i to prowadzi do dróg pozyskania złudnego wyjścia z rzeczywistości wszelkimi sposobami. Najgorszym etapem w tej bezradności jest samobójstwo, ale to wcale nie jest takie oczywiste jak się wydaje. Błędne jest określenie, że białe jest białe, a czarne jest czarne. To przykre, że pod tym względem jestem w zgodzie z kaczką.

Pewne jest to, że nie będę faszerować się niezgodnymi ze mną pigułkami znieczulającymi na rzeczywistość do uzależnienia i sytuacji krytycznej. W dzisiejszym świecie jest ich całe mnóstwo. Jesteśmy ludźmi mającymi pewne rzeczy zaprogramowane, każdego to dotyka, ale nie każdym zawłada. Wolę żyć w szarej niż zamydlonej rzeczywistości.

Jutro urodziny. Od jakiegoś roku w żadnym stopniu nie oczekuję tego dnia. Wiąże się to pewnie też z umocnieniem własnych poglądów. Poruszę jedną ważną kwestie. Najlepszymi życzeniami dla mnie są proste słowa "wszystkiego najlepszego". Dlaczego? Otóż są osoby, które myślą, że jak najdłuższe życzenia przekładają się na jakość. Nic z tych rzeczy! Nienawidzę wymyślania w składaniu życzeń. To nie jest ani szczere, ani przyjemne! Osoba składająca w ten sposób mówi tylko to co sama chciałaby usłyszeć. Takie coś jest nafaszerowane subiektywizmem w odniesieniu do siebie. Widać to wyraźnie po zachowaniu. Jest jedno trafne określenie - obłudnie idiotyczna szablonowość. Nienawidzę tego. W chuju się nie mieści jakimi niektórzy są robotami! W tym momencie przypomniała mi się pewna ciotka, która jest tak gruba, że będąc na niej obróciłem się trzy razy i nadal na niej byłem. Zwraca uwagę innym, że przytyli, a sama wygląda jak syberyjska świnia z międzynarodowym certyfikatem na szybkie wpieprzanie.

Czasem takie życzenia potrafią być pozytywne, zwłaszcza kiedy naocznie mogę ocenić wiarygodność wygłaszanych słów, ale z reguły w moim mniemaniu nie są.

Brak komentarzy:

 
//zabezpieczenia ... ... ... ... ...