Za kilka minut wybije północ. To mój świat, godzina nie ma tutaj znaczenia. Wewnętrznie jest mi źle. Czuję, że niedługo pewne osoby będą ode mnie wymagać więcej niż jestem w stanie zaoferować. To zbliża się wielkimi krokami. Ostatnio nie panuję nad sobą i wyrzucam każdą swoją myśl w postaci rozmowy. Robię źle? Czy to skutki kolejnej gonitwy tragicznego człowieka za ustalonym porządkiem? Jak to mówi pewna piękna piosenka Comy - umieram w sobie. Brak namacalnego wsparcia przytłacza, którego nie potrafię sprecyzować i uchwycić powoli zabija. Mimo wszystko sam ku temu przeczę. Jednocześnie czegoś pragnę, a z drugiej strony mam mocne argumenty w kontrze. Takie jest moje przeznaczenie i nikt oprócz mnie tego nie zmieni, ponieważ nie można mieć na mnie wpływu, jeśli nie jestem do czegoś przekonany i pewny.
Jestem mało podatny na wymuszające sugestie innych. Zamiast tych wszystkich bezwartościowych recept na moje szczęście chciałbym od kogokolwiek szczerze usłyszeć - ''Nic nie mów. Ja nic nie powiem. Nie zmieniaj się. Nie dostosowywuj się. Jesteś takim skurwielem, który wystarczy, że dla mnie istnieje. To się liczy.'' Zimny drań czy tragiczny romantyk nie zrozumiany przez świat? Czasami chciałbym kilku osobom wyjaśnić mnóstwo kwestii i spraw dla jasności, zapewne z chęci dokonania ustalonego porządku w życiu. Szkoda, że to tylko pragnienie, które nie przełoży się na praktykę.
Ekscentryzm to prawdę mówiąc samotna walka z całym światem i wszystkimi ludźmi. Doszedłem do jednego ważnego wniosku, a mianowicie twierdzę, że nigdy, w żadnym towarzystwie nie będziemy sobą. Dlaczego zamiast wpojonego pokazywania się z dobrej strony nie możemy zrobić na opak i czuć się z tym dobrze i jednocześnie zostać przez kogoś szczerze docenionym?
Liczy się tylko to, żeby podtrzymywać swoje szczęście, żeby trwało one jak najdłużej, kiedy jesteśmy w takim transie nic się nie liczy poza nami i potrafimy dążyć do tego kosztem poniżania i wykorzystywania innych ludzi. Dzisiaj myślisz nad tym jak sobie dogodzić, jutro powtarzasz ten cykl, wszystko przechodzi w niepamięć do przeszłości niczym zbędny śmieć. Jest to pewien rodzaj ekspansji świata i umysłu zaprogramowany w naszej naturze. Jest to fakt niepodważalny, a tym samym obiektywnie odniesiony do rzeczywistości każdego z nas. Różnimy się tylko obiektami poddawanymi pragnieniu. Czy taki nieustanny schemat jest właściwy?
Na tym świecie jeszcze trzymają mnie ludzie żyjący w podobny sposób jak ja, z bliskimi poglądami na świat, a także sztuczne ekscytacje, których doświadcza i chce doświadczać każdy z nas. Kto powiedział, że ludzie są równi? Gówno prawda. Nie szukam argumentów, aby to potwierdzić, że każdy jest taki sam, ponieważ świat jest w większej mierze postrzegany na płaszczyźnie tego co widzą nasze oczy, a nie na teoriach. Nie trzeba długo rozmyślać, żeby dojść do wniosku, że istnieją wychwalani władcy i poniżani niewolnicy. Na tym poziomie wygra najsilniejszy, tylko na tym. Ktoś kiedyś powiedział, że ostatni będą pierwszymi - może jednak coś w tym jest.
Kolejny dzień. Zasypiam, nie umieram. To tylko zwykły dzień (...)
środa, 8 sierpnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz