poniedziałek, 6 sierpnia 2007

IV RP

Doszedłem do wniosku, że internetowe rozmowy, które przeprowadzam z "wybrańcami" pobudzają mój umysł na tyle że na podstawie każdej z nich mógłbym napisać coś w tym pamiętniku. Mógłbym nie znaczy zrobię. Zasadnicze pytanie - jaki jest tego cel bądź motywacja? Chęć dowartościowania się? Pokazania swojej doskonałości czy wszechstronności? To wszystko wynika z narcyzmu? A może ze zwykłej indywidualnej potrzeby? Stawiam pytania retoryczne, ponieważ sam nie wiem jaka jest przyczyna. Nie wiem jaką perspektywę wybrać, aby być obiektywnym. W ogóle istnieje obiektywizm? Wydaje mi się że zarówno obiektywizm i subiektywizm to pojęcia względne, czyli działające w naszej psychice jako te które postrzegamy jako słuszne, mające swoje zastosowanie, ale tylko do pewnego stopnia. Jako ludzie sugerujemy się tym co mówią o nas bezpośrednio inni. Sugerujemy się także tym co wmawiają nam media o określonej grupie społecznej, czyli w sposób dotykający wiele osób. W mniejszym lub większym stopniu ma to wpływ na każdego z nas. I właśnie im większy jest nacisk otoczenia, a tym samym presja tym bardziej dostosowujemy się, a raczej odpowiednio mówiąc podporządkowujemy í tracimy wcześniejsze poglądy na świat. To co wcześniej wydawało się obiektywne już takie nie jest.

Podam przykład. Ostatnio w mediach było głośno o wypadku polskiego autokaru we Francji. Prawie każde wiadomości poświęcano wyłącznie na ten temat. Dobrze, że tymczasowo nie mam Tvn 24 bo oglądając ten program można ogłupieć w bardzo krótkim czasie, niczego nie świadomi nie zdajemy sobie sprawy z tego, że oglądamy ten sam reportaż już kilka godzin. Zdjęcia są te same, informacje praktycznie też. Mimo to siedzimy jak zahipnotyzowani. Nie jestem dobry z historii, ale przywołam pewien cytat - Jedna śmierć to tragedia. Milion to statystyka. W moim przekonaniu tak powinno być, z czasem można zauważyć, że te słowa stają się bezużyteczne w odniesieniu do świata teraźniejszego. Mówiąc, że jedna śmierć to tragedia mam na myśli oczywiście śmierć bliskiej osoby. Wtedy mamy przyczynę do tego, aby pogrążyć się w smutku i znaleźć wolny czas na refleksję nad sobą. To całkiem naturalne. Niepodważalnym jest, że melancholia dopada nas w przypadku kiedy rzeczywiście łączyły nas więzi z osobą, która przepadła. Wrócę do statystyki i odwołam się do rutyny we Francji bo tak powinienem nazwać to wydarzenie. Milion osób ponoszących śmierć powinno być wydarzeniem, które nie wnika zbytnio do naszego wnętrza i nie wnosi smutku. Zamiast robić z igły widły każdy człowiek powinien zająć się tym co go otacza, tym z czym ma jeszcze namacalny kontakt. Powinniśmy kochać ludzi przed tym jak od nas odejdą. Ta myśl wydaje się taka oczywista, a mimo to jest tylko wzorem, który jest nam trudno zastosować, ponieważ ulegamy temu co wywiera na nas większe przekonanie iż jest to słuszne. Takim czymś jest grupa mediów wprowadzająca w błąd. Jak długo trzeba czegoś słuchać, żeby w zupełności uwierzyć? Przy odpowiednich metodach z pewnością nie długo, zwłaszcza przy potędze przekaźników. Zatem niemożliwym jest, abyśmy mogli ulegnąć danej informacji przy odpowiednio wysokiej retoryce. Nie ma rzeczy, której nie można sobie wmówić, ale o dziwo nie ma też rzeczy, której nie moglibyśmy sobie nie wmówić. Trzeba naprawdę wielkich starań, aby przeciwstawić się temu z czym mamy do czynienia na każdym kroku.

Wróćmy jeszcze raz do zdarzenia pod Grenoble. Po jaką cholerę zorganizowano zbiórki dla "ofiar" rodzin poszkodowanych? Do kurwy nędzy w jakim celu prezydent wpadł na genialny pomysł o nazwie 100000 złotych dla poszkodowanych? Nie dość, ze w rządzie mamy buraków obrastających w pieniądzach to jeszcze kaczka przyczynia się do powstawania dziury w budżecie. Napiszę krótko. Z tego co pamiętam w Polsce i na świecie najwięcej osób ginie w wypadkach drogowych, a nawet jeśli nie to nie zmienia to faktu, że jest to poważny problem. Gdzie podziewa się pomoc dla tych, którzy tracą głowę rodziny lub obu rodziców w, że tak powiem w standardowym wypadku. Ich sprawa nie jest w żadnym stopniu nagłośniona. Czemu? Dlatego, że w mediach nie ma miejsca na ciągłe nadawanie takich błahostek. Ludzie podniecają się tylko wielkimi sensacjami, a kto na tym zyskuje? Oczywiście inicjatorzy. Nasza kaczka w ten sposób chciała pokazać, że jest dobra, solidarna i zaradna dla naszego państwa. Dwa słowa: paradoks i propaganda.

Jakby ktoś chciał dowiedzieć się co rzeczywiście stało się 11 września w Nowym Jorku to zapraszam na kochaną wyszukiwarkę Google albo po prostu zachęcam do obejrzenia filmu 911 In Plane Site, zapewne powstało już kilka podobnych produkcji, zatem możemy je porównać. Dla niektórych ten temat jest oczywisty i stał się zamknięty, a trzeba powiedzieć, że jego poznanie dopiero się zacznie. Zawsze znajdzie się coś czego nie zobaczymy, a co wzbudzi w nas kontrowersje. Fakt, faktem nic nie jest takie obiektywne jakim to postrzegamy. Do prawdy dochodzi się bocznym i mniejszym, a nie głównym i rzucającym się w oczy wejściem.

Na koniec podaję link do ciekawego artykułu:
http://www.pardon.pl/artykul/2160

1 komentarz:

Morfeusz pisze...

11 września był dziełem amerykańskich służb wywiadowczych CIA. To oni wynajęli Arabów i przygotowali zamach na WTC, żeby prezydent USA, G.W.Bush miał wygodny pretekst do ataku na Afganistan, a potem na Irak, jako że te kraje wspierają terroryzm, który zadał cios Ameryce. Cel ten wojny był jasny: ropa, a to równa się zyskom ludzi interesu w Ameryce. Potem członków rodziny arabskiej Bin Ladenów, która była w to wszystko wmieszana, pozwolono im uciec z Ameryki, żeby nie było śladów, żeby nikt czasem nie wygadał się, co zrobił to dla imperialistów amerykańskich. Znamienne też, że w WTC nie zginął żaden, ale to żaden przedstawiciel narodowości żydowskiej. Jak wiadomo Żydzi zajmują uprzywilejowaną pozycję w USA, są w rządzie Ameryki, we wpływowych kołach biznesowych również. Oni jak widać wiedzieli o przygotowywanym zamachu, skoro żaden z nich tam nie przebywał. To najperfidniejsza prowokacja w historii.

 
//zabezpieczenia ... ... ... ... ...