czwartek, 23 sierpnia 2007

Krok za papierową dorosłością




Podsumowując urodziny minęły bardzo spokojnie, zupełnie inaczej niż wyobraziłem to sobie w pesymistycznym odcieniu. Jak widać pozory, rozczarowanie, zaskoczenie i nieprzewidywalność jest nieodłączną częścią naszego życia. Trudno się z tym pogodzić, a mimo to łudzę się, że będę mieć pełną kontrolę nad swoimi poczynaniami. Trzeba to zaakceptować. Życie to nie bajka.

Obudziłem się wcześnie, chyba po 8. Poszedłem do kuchni, gdzie była mama. Złożyła mi najkrótsze życzenia, czyli to co lubię i obdarowała gotówką. Podobnie było z siostrami, bez głupiej przesadności w składaniu życzeń. Najgorzej wypadł brat bo pod wpływem matki podszedł zupełnie od niechcenia i zaczął się śmiać po czym uścisnął mi rękę, ja oczywiście spojrzałem w bok, w ten sposób pokazuje, że kogoś nie szanuję. Druga osoba nie musi tego rozumieć, ważne, że ja wiem. Skoro ktoś nie szanuje mnie to ja go również. Niechęć do drugiej osoby kończy się na ignorowaniu bo nigdy nie byłem skłonny do jakiegoś szczególnego prześladowania i mieszania z błotem. Uważam, że największym poziomem ignorowania jest milczenie, to nie lada sztuka. W skrajności wybucham i wtedy robie się naprawdę nerwowy i agresywny, choleryk jakich mało. Na szczęście takie sytuacje są bardzo rzadkie, unikam tego póki jestem w stanie.

Dostałem jeszcze kilka wiadomości od tych osób, które znam z wiadomego miejsca i tylko od nich. To miłe, lecz nie zawsze to doceniam. Nic na to nie poradzę, nie mogę sobie czegoś wmówić tylko dlatego, żeby zrobić przyjemność komuś innemu. Wolę być naturalny i tragiczni niż złudny, czyli pozornie prawdziwy. Niektórzy wbrew sobie, na skrytym planie oczekują tego drugiego, niestety nie mogę im tego zapewnić, ani powiedzieć o tym wprost bo to tylko komplikuje i tworzy problemy. Nawet najśmielsze osobowości nie potrafią o wszystkim rozmawiać. Nikt nie jest idealny.

Na samą oficjalną część zjawiło się dwóch wujków i jedna ciotka. Na szczęście żona tego drugiego nie przyszła bo miała swoją siostrę jak gościa, a tak poza tym to wymówka. Na torcie były świeczki, chociaż powiedziałem, że nie chcę. Nie wierzę w to, że życzenia urodzinowe się spełniają, ale mimo wszystko wymarzyłem sobie, że chciałbym znaleźć pasję, którą dostrzegaliby inni. Nikt się mnie nie czepiał pomijając ojca, który przyszedł pod koniec i powiedział, że nie wyglądam na swój wiek. Wtedy poszedłem do swojego pokoju.

To zabawne, że są osoby, które znalazły zajęcie, pracę czy zwykłą przyjemność w niecodziennych czynnościach. Na przykład jakiś pan przez kilka lat kopał długie i kręte tunele na terenie swojego posiadłości i nikt o tym nie wiedział. Został nazwany człowiekiem kretem. Z tego co pamiętam został aresztowany, jak widać do wszystkiego można się przyczepić, to tzw. naginanie przepisów, a jak ma się znajomości to można wszystko. Takich przykładów jest na pewno wiele, nietypowi kolekcjonerzy czy hobbyści są przeze mnie cenieni.

Górka zaczyna robić się stroma kiedy w grę wchodzą pieniądze, a nie przyjemność. Nie będę już opisywać własnymi słowami, zacytuję:

Ludzie potrafią zrobić wszystko dla pieniędzy. Setki osób zgłosiły się do nowego reality show, w którym główną nagrodą było 10 tys. funtów za... poczęcie dziecka z obcym. Cała akcja była jednym wielkim blefem, dziennikarze chcieli nakręcić dokument o tym, jak daleko mogą posunąć się ludzie, by zaistnieć w telewizji - pisze "Daily Mirror". Kandydaci do tego szokującego reality show bez wahania zgodzili się na pobyt w "hotelu miłości"; każdego tygodnia miała być eliminowana jedna "najmniej atrakcyjna" osoba. Dwie pary, które pozostałyby najdłużej, rywalizowałyby ze sobą o to, która szybciej pocznie dziecko, za co dopiero można było dostać główną nagrodę. Jeden z kandydatów mówił przed kamerami: "Jestem gejem, to dla mnie prawdziwe wyzwanie". Pomysłodawcy byli zszokowani, że do programu zgłosiło się ponad 200 osób zdecydowanych na wszystko. Film dokumentalny zatytułowany "Odpowiedź była zaskakująca" będzie pokazany w serii programów BBC3.

Świat jest przerażający, jeśli odkryjemy to co straszne.

Więcej o dorosłości następnym razem.

niedziela, 19 sierpnia 2007

Z perspektywy obserwatora

Przez ostatnie tygodnie często jeździłem na działkę z mamą i siostrami. Tym razem postanowili wybrać się na noc, aby z samego rana wyruszyć w czysty teren na grzyby. Oczywiście zgodziłem się, w końcu nic innego nie miałem do roboty. Zabrałem dwa niezbędne przedmioty - telefon, czyli lustro do mojego wnętrza i mp3 playera, czyli jedyną stałą przyjemność w postaci muzyki bez której już dawno by mnie tu nie było. Poza tym pobocznymi przyjemnościami jest dobry film wedle mojego gustu i sporadyczny kontakt z kolegą, który przychodzi zawsze w interesie. Nie ukrywam, że rzeczy materialne też sprawiają radość, ale o innym działaniu. Tak to wygląda w rzeczywistości, konkretnie i bez owijania w bawełnę.

Wrócę do sytuacji. Zapowiadało się spokojnie. Po jakiejś godzinie na miejscu telefonicznie okazało się, że mój najstarszy brat z dziewczyną wpadli na taki sam pomysł co do planów i, że przyjadą nocować z nami. Mieli zajechać jeszcze do nas do domu po materace i wodę w baniaku do mycia rąk. Byłem zaskoczony i trochę wytrącony z równowagi. Zarówno oboje bracia są do mnie ironiczni, czasami traktują jak wadliwą kaczkę na odstrzał. Na początku czułem lekką presję, ale jak się później okazało zniknęła. Zauważyłem pozytywne zmiany w zachowaniu tego najstarszego. Można powiedzieć, że mnie akceptował co jest lepsze niż tolerancja z konieczności. Wynikało to z tego, że tym razem związał się z poważną, miłą kobietą z, którą od pewnego czasu już mieszka. Osobiście podoba mi się w niej to, że wobec każdego była taka sama, naturalna. Nawet kiedy nie nawiązywałem kontaktu to i tak była wyraźnie do mnie miła. Podobało mi się jeszcze to, że nie dostosowywała się do mnie i traktowała mnie na równi pomimo mojego niecodziennego charakteru. Ze zwykłej bezsłownej obserwacji można dowiedzieć się wiele o osobowości, szczerze mówiąc nawet więcej niż we wnikającej relacji. Po głębszym zastanowieniu sprawia wrażenie potencjalnie zaufanej do tego stopnia, że wyobraziłem sobie sytuację w, której chciałem dać jej adres swojego bloga po to, abym miał całkowitą pewność, że w środowisku rodzinnym znajduje się choć jedna osoba, która nie traktuje mnie powierzchownie. Niestety daleko teorii, a tym bardziej wyobraźni do czynu.

Dwa razy odmówiłem kiedy jego dziewczyna i siostra zaproponowały mi trunek alkoholowy. Jedno co mnie w pewnym sensie pozytywnie zadziwiło - to, że dałem się namówić, ale właśnie z inicjatywy brata. Jak sam powiedział "po prostu daje się, a nie pyta". Pod wieczór zjawiła się jeszcze pewna ciotka ze swoim jeszcze chłopakiem. Nie odzywałem się w towarzystwie co nie jest niczym nowatorskim, to już taki nawyk na, którego omówienie potrzeba wielu czasu, zresztą sam tego do końca nie pojmuję.

Później pojawia się wątpliwy wątek. Nie czułem się pijany, ani na ciele, ani na duchu. Zresztą bezpośrednim dowodem tego pierwszego jest to, że czułem się dobrze w trakcie, jak i na drugi dzień nie miałem złego samopoczucia. Pośrednią sprzecznością drugiej sprawy jest to, że wcale nie włączyłem się do rozmów.

Teraz nie wiem czy powodem rozluźnienia było zaklimatyzowanie się w warunkach czy działanie alkoholu. Kiedy byłem w przekonaniu, że to procenty wprowadziły mnie w stan braku zakłopotania zdałem sobie sprawę z tego jak niewyobrażalnie koszmarne musi być uzależnienie od alkoholu czy narkotyków. Za każdym razem kiedy nie jesteś w upragnionym stanie doświadczasz wielokrotnie spotęgowaną energię negatywną ze świata zewnętrznego. Bezradność i chęć powrócenia do tego stanu zabija psychicznie. Z każdym krokiem żąda się coraz więcej i to prowadzi do dróg pozyskania złudnego wyjścia z rzeczywistości wszelkimi sposobami. Najgorszym etapem w tej bezradności jest samobójstwo, ale to wcale nie jest takie oczywiste jak się wydaje. Błędne jest określenie, że białe jest białe, a czarne jest czarne. To przykre, że pod tym względem jestem w zgodzie z kaczką.

Pewne jest to, że nie będę faszerować się niezgodnymi ze mną pigułkami znieczulającymi na rzeczywistość do uzależnienia i sytuacji krytycznej. W dzisiejszym świecie jest ich całe mnóstwo. Jesteśmy ludźmi mającymi pewne rzeczy zaprogramowane, każdego to dotyka, ale nie każdym zawłada. Wolę żyć w szarej niż zamydlonej rzeczywistości.

Jutro urodziny. Od jakiegoś roku w żadnym stopniu nie oczekuję tego dnia. Wiąże się to pewnie też z umocnieniem własnych poglądów. Poruszę jedną ważną kwestie. Najlepszymi życzeniami dla mnie są proste słowa "wszystkiego najlepszego". Dlaczego? Otóż są osoby, które myślą, że jak najdłuższe życzenia przekładają się na jakość. Nic z tych rzeczy! Nienawidzę wymyślania w składaniu życzeń. To nie jest ani szczere, ani przyjemne! Osoba składająca w ten sposób mówi tylko to co sama chciałaby usłyszeć. Takie coś jest nafaszerowane subiektywizmem w odniesieniu do siebie. Widać to wyraźnie po zachowaniu. Jest jedno trafne określenie - obłudnie idiotyczna szablonowość. Nienawidzę tego. W chuju się nie mieści jakimi niektórzy są robotami! W tym momencie przypomniała mi się pewna ciotka, która jest tak gruba, że będąc na niej obróciłem się trzy razy i nadal na niej byłem. Zwraca uwagę innym, że przytyli, a sama wygląda jak syberyjska świnia z międzynarodowym certyfikatem na szybkie wpieprzanie.

Czasem takie życzenia potrafią być pozytywne, zwłaszcza kiedy naocznie mogę ocenić wiarygodność wygłaszanych słów, ale z reguły w moim mniemaniu nie są.

niedziela, 12 sierpnia 2007

Kropla wyimaginowanego świata

Trzeci już sen pod koniec tygodnia. Różni się też tym od poprzednich, że obudziłem się o 2 nocy, a nie rano tak jak w przypadku wcześniejszych. Ten bardziej zadziwiający i dający do myślenia. Byłem na basenie. To były jakieś zajęcia dodatkowe bądź godzina lekcyjna. Pływaliśmy na wolno. Ja pod towarzystwem jakiejś niezidentyfikowanej kobiety. Nurkowaliśmy. Basen wydawał się nie mieć dna. Dopłynięcie do dna i wybicie się było połączeniem poezji, sztuki i nowego doświadczenia. Czułem się jak ryba w wodzie. Na trybunach siedzieli zdumieni koledzy, byłem podziwiany. Lubię być podziwiany i dostrzegany, ale nienawidzę być chwalony. Na szczęście nikt mnie nie chwalił. W momencie kiedy musiałem wyjść z wody ogarnął mnie smutek, irytacja z tego powodu, że ja wychodzę, inni zaczynają oraz wrażenie, że nigdy tutaj nie powrócę. Bosko mi.

Interpretacja z sennika. Nie sugeruję się tym w jakimś znaczącym stopniu. To tylko sennik i uniwersalna interpretacja. Zresztą to zbyt optymistyczne, żeby wydawało się realne.
Pływać - Życie bez trosk.
Woda - Widzieć czystą wodę - Przyjemność.
Nurkować - Zrealizujesz swoje najgłębsze pragnienia.
Basen - Kąpać się w nim - Jest zapowiedzią nowych, korzystnych znajomości, które będą pomocne w uzyskaniu wysokiego awansu.

Dodam coś od siebie. Życie bez trosk kojarzy mi się wyłącznie z dzieciństwem, więc możliwym jest, że zbliża się kolejne wcielenie. Co do przyjemności - jest ona niewykluczona, prawdę mówiąc to nic nadzwyczajnego dlatego żadnej euforii z tego nie ma. Realizacja swoich najgłębszych pragnień - wątpię, sam się w nich gubię. Na nowe korzystne znajomości nie liczę i wątpię, że coś takiego się zdarzy, bynajmniej nie teraz.

sobota, 11 sierpnia 2007

Rojenie

Kolejny dziwny sen. Zapamiętałem mniej niż poprzednio. Zastanawiam się czy to za sprawą kołdry w której śpię czy gry pamięciowej w jaką czasami gram.

Jechałem autobusem PKS, prawdopodobnie do szkoły lub ze szkoły bo zazwyczaj w takim celu w nim siedzę. Koło mnie siedziały równolegle trzy dziewczyny. Jedną zapamiętałem i jestem całkowicie pewny co do tego kim była, znam ją z widzenia, również dojeżdża do szkoły. Tutaj pojawia się wątek niewytłumaczalny. Nie wiem dlaczego jakiś dres mnie zaatakował. Po całym zamieszaniu owe kobiety zaczęły mnie pocieszać i wspierać na duchu. To byl miły moment snu, podobnie jak w poprzednim najciekawsza część. Byłem zaskoczony, nie spodziewałbym się w żadnym stopniu takiego zachowania. Bardziej realne są czarne scenariusze w moim wydaniu.

Nie mam pojęcia co oznaczał sen. Nie będę sprawdzać w senniku znaczenia bo nie wiem co było najważniejszą rzeczą w tym śnie. Do niczego słusznego nie dojdę skoro nie wiem którą definicję sprawdzić.

Może jestem zbyt nieufny do ludzi? Niewykluczone.

czwartek, 9 sierpnia 2007

(Nie)zwykły sen

Opiszę swój dzisiejszy sen. Nie jestem wszystkiego pewny bo jak to bywa ze snami łatwo się je zapomina,. Nie będę wymyślać tylko pisać to co zapamiętałem. Sen był o tyle nietypowy, że wydarzenia w nim zawarte nie działy się w ustalonym, zwykle przewidywanym porządku. Dlatego to wyłącznie mój sen, podobny do osoby.

Jest prawdopodobnie zima lub jej początek. Późny wieczór, latarnie na ulicy są już zapalone. Idę sobie chodnikiem w stronę domu. Jestem kawałek od starej szkoły podstawowej do której chodziłem. Gdy tak idę wolnym krokiem nagle jakieś dzieci zaczęły rzucać petardy niedaleko mnie.

(Rzeczywistość: Podobne mieszkają po drugiej stronie mojego domu na patologicznym osiedlu, coś w stylu 13 dzielnicy z filmu. Jedyne czego mi brakuje to miniaturowa bomba atomowa nadająca się w sam raz do wiadomego celu.)

Nigdy nie lubiłem konfliktów, zwłaszcza z nieznajomymi osobami. Mam jakieś lęki z tym związane. Sen był o tyle dziwny, że w pewnym stopniu był świadomy, ponieważ kiedy chciałem zadzwonić, w dalszej części snu - nasunęła się myśl, że nie mogę tego zrobić z powodu braku kasy na telefonie.

(Rzeczywistość: Tak było od kilku dni zatem ta informacja musiała być wydobyta przez mały "update" szczegółów z życia, dlatego też nazwałem ten sen po części świadomym. Moim zdaniem w śnie nieświadomym powstaje ogólny obraz naszej osoby, z wbudowanymi w sobie poglądami i przyzwyczajeniami, bez aktualnych wieści ze świata realnego.)

Kiedy dotarło do mnie co się dzieje, wystraszyłem się i przyśpieszyłem kroku.

(Rzeczywistość: Z uwagi, że nigdy nie lubiłem konfliktów, zwłaszcza z obcymi osobami można powiedzieć, że zatem jest to część nieświadomego śnienia. Tą reakcję możemy uznać za zarys naszej osoby, siedzący gdzieś tam wpojony w przekonaniu o samym sobie w danym aspekcie lub po prostu zwyczajną ludzką reakcję. Zapewne dla dresa wyglądałaby ona na zasadzie skopania tyłków osobnikom sprawiającym, że poczułby się zagrożony, a jak to zazwyczaj bywa powodem do zaczepki może być nawet zwykły kontakt wzrokowy. Moim zdaniem sen nie całkiem świadomy, podobnie jak mój to krótko mówiąc to taki, który w detalu wykorzystuje daną informację ze świata rzeczywistego i wpaja ją do snu, a poza tym, że czujemy się w danym aspekcie jakby uprzedzeni nie mamy większej świadomości czy kontroli nad snem. Wiadomo, że rodzaje snów są różne, dlatego też całkowicie świadomy to taki w, którym mamy pełną świadomość tego, że aktualnie śnimy i możemy np. pójść obrabować bank mając świadomość, że nam się uda albo nie. Chcemy zrobić rzeczy, których normalnie byśmy nie zrobili, przecież to tylko sen i nie ma to wpływu na rzeczywistość. Mała dygresja, powracam do snu.)

Szły za mną dwie kobiety starsze ode mnie choć nie pytałem o wiek to i tak byłem o tym przekonany. Jak się później okazało były siostrami. W pewnym momencie jedna z petard powędrowała w ich stronę i jedna z nich chciała ją odrzucić po czym nieszczęśliwie wybuchła w ręce i urwało jej palec. Wpadły w panikę. Nie mam pewności w którym momencie snu poszkodowana zniknęła (Teraz albo po nieudanej pomocy) więc przyjmę, że w tej chwili pobiegła do swojego mieszkania, a ja z jej siostrą próbowaliśmy wezwać pomoc. Byłem zdezorientowany i nie wiedziałem co zrobić. Jak już pisałem wcześniej nie miałem jak zadzwonić, podobnie było z towarzyszką nie posiadająca telefonu. Wybiegliśmy na ulicę i próbowaliśmy zatrzymać jakiś samochód. Bezskutecznie, nikt nie reagował nawet jeśli wyskoczyłem przed samym pojazdem na środek ulicy. Dodam, że uciekł nam zakamuflowany i początkowo stojący radiowóz, którego nie zauważyliśmy. Potem kobieta zaproponowała, że pójdziemy do bloku na rzut kamieniem od nas (Nie wiem w jakim celu i dlaczego akurat tak). Weszliśmy do środka mieszkania gdzie była zastaliśmy Japonkę (Nie mam pojęcia kto to był :P). Pożyczyła nam swój telefon i zadzwoniłem pod 997, czyli na policję. O dziwo rozmawiałem spokojnie i rozsądnie z czego byłem zaskoczony. W pewnym momencie urwał się sygnał i nie wiedzieliśmy czy raport został przyjęty. Owa Siostra była zdenerwowana dlatego też zadzwoniłem jeszcze ze dwa razy, bezskutecznie. Dodzwaniałem się do jakiegoś sklepu, dzwoniąc pod ten sam oficjalny numer ;). W pewnym momencie zaczęła mi dziękować za starania i za to jak się zachowałem. Zaczęliśmy przytulać i uśmiechać się bez słów

(To ciekawsza część snu :D Dodam, że to było miłe zarówno we śnie jak i poza nim).

Możliwe, że chwilę potem urwał mi się sygnał. Trudno mi napisać kiedy się obudziłem. Na pewno akcja we śnie logicznie się nie rozwiązała i to mogę z pewnością napisać.

Nie rozpisywałem się z odczuciami i nie wymyślałem dalszej fabuły. Z tego powodu sen jest niezrozumiały w pełni dla nikogo. Rzadko pamiętam co mi się śniło z ogólnym zarysem po kilku godzinach od wstania z łóżka. Może rzeczywiście gra pamięciowa coś mi dała lub zwyczajnie udało mi się zapamiętać więcej niż zwykle. Na pewno zależy to też od tego czy sen nam się podobał.

Niewątpliwie tajemniczość jest piękna.

środa, 8 sierpnia 2007

W poszukiwaniu rzeczywistości

Za kilka minut wybije północ. To mój świat, godzina nie ma tutaj znaczenia. Wewnętrznie jest mi źle. Czuję, że niedługo pewne osoby będą ode mnie wymagać więcej niż jestem w stanie zaoferować. To zbliża się wielkimi krokami. Ostatnio nie panuję nad sobą i wyrzucam każdą swoją myśl w postaci rozmowy. Robię źle? Czy to skutki kolejnej gonitwy tragicznego człowieka za ustalonym porządkiem? Jak to mówi pewna piękna piosenka Comy - umieram w sobie. Brak namacalnego wsparcia przytłacza, którego nie potrafię sprecyzować i uchwycić powoli zabija. Mimo wszystko sam ku temu przeczę. Jednocześnie czegoś pragnę, a z drugiej strony mam mocne argumenty w kontrze. Takie jest moje przeznaczenie i nikt oprócz mnie tego nie zmieni, ponieważ nie można mieć na mnie wpływu, jeśli nie jestem do czegoś przekonany i pewny.

Jestem mało podatny na wymuszające sugestie innych. Zamiast tych wszystkich bezwartościowych recept na moje szczęście chciałbym od kogokolwiek szczerze usłyszeć - ''Nic nie mów. Ja nic nie powiem. Nie zmieniaj się. Nie dostosowywuj się. Jesteś takim skurwielem, który wystarczy, że dla mnie istnieje. To się liczy.'' Zimny drań czy tragiczny romantyk nie zrozumiany przez świat? Czasami chciałbym kilku osobom wyjaśnić mnóstwo kwestii i spraw dla jasności, zapewne z chęci dokonania ustalonego porządku w życiu. Szkoda, że to tylko pragnienie, które nie przełoży się na praktykę.

Ekscentryzm to prawdę mówiąc samotna walka z całym światem i wszystkimi ludźmi. Doszedłem do jednego ważnego wniosku, a mianowicie twierdzę, że nigdy, w żadnym towarzystwie nie będziemy sobą. Dlaczego zamiast wpojonego pokazywania się z dobrej strony nie możemy zrobić na opak i czuć się z tym dobrze i jednocześnie zostać przez kogoś szczerze docenionym?

Liczy się tylko to, żeby podtrzymywać swoje szczęście, żeby trwało one jak najdłużej, kiedy jesteśmy w takim transie nic się nie liczy poza nami i potrafimy dążyć do tego kosztem poniżania i wykorzystywania innych ludzi. Dzisiaj myślisz nad tym jak sobie dogodzić, jutro powtarzasz ten cykl, wszystko przechodzi w niepamięć do przeszłości niczym zbędny śmieć. Jest to pewien rodzaj ekspansji świata i umysłu zaprogramowany w naszej naturze. Jest to fakt niepodważalny, a tym samym obiektywnie odniesiony do rzeczywistości każdego z nas. Różnimy się tylko obiektami poddawanymi pragnieniu. Czy taki nieustanny schemat jest właściwy?

Na tym świecie jeszcze trzymają mnie ludzie żyjący w podobny sposób jak ja, z bliskimi poglądami na świat, a także sztuczne ekscytacje, których doświadcza i chce doświadczać każdy z nas. Kto powiedział, że ludzie są równi? Gówno prawda. Nie szukam argumentów, aby to potwierdzić, że każdy jest taki sam, ponieważ świat jest w większej mierze postrzegany na płaszczyźnie tego co widzą nasze oczy, a nie na teoriach. Nie trzeba długo rozmyślać, żeby dojść do wniosku, że istnieją wychwalani władcy i poniżani niewolnicy. Na tym poziomie wygra najsilniejszy, tylko na tym. Ktoś kiedyś powiedział, że ostatni będą pierwszymi - może jednak coś w tym jest.

Kolejny dzień. Zasypiam, nie umieram. To tylko zwykły dzień (...)

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

IV RP

Doszedłem do wniosku, że internetowe rozmowy, które przeprowadzam z "wybrańcami" pobudzają mój umysł na tyle że na podstawie każdej z nich mógłbym napisać coś w tym pamiętniku. Mógłbym nie znaczy zrobię. Zasadnicze pytanie - jaki jest tego cel bądź motywacja? Chęć dowartościowania się? Pokazania swojej doskonałości czy wszechstronności? To wszystko wynika z narcyzmu? A może ze zwykłej indywidualnej potrzeby? Stawiam pytania retoryczne, ponieważ sam nie wiem jaka jest przyczyna. Nie wiem jaką perspektywę wybrać, aby być obiektywnym. W ogóle istnieje obiektywizm? Wydaje mi się że zarówno obiektywizm i subiektywizm to pojęcia względne, czyli działające w naszej psychice jako te które postrzegamy jako słuszne, mające swoje zastosowanie, ale tylko do pewnego stopnia. Jako ludzie sugerujemy się tym co mówią o nas bezpośrednio inni. Sugerujemy się także tym co wmawiają nam media o określonej grupie społecznej, czyli w sposób dotykający wiele osób. W mniejszym lub większym stopniu ma to wpływ na każdego z nas. I właśnie im większy jest nacisk otoczenia, a tym samym presja tym bardziej dostosowujemy się, a raczej odpowiednio mówiąc podporządkowujemy í tracimy wcześniejsze poglądy na świat. To co wcześniej wydawało się obiektywne już takie nie jest.

Podam przykład. Ostatnio w mediach było głośno o wypadku polskiego autokaru we Francji. Prawie każde wiadomości poświęcano wyłącznie na ten temat. Dobrze, że tymczasowo nie mam Tvn 24 bo oglądając ten program można ogłupieć w bardzo krótkim czasie, niczego nie świadomi nie zdajemy sobie sprawy z tego, że oglądamy ten sam reportaż już kilka godzin. Zdjęcia są te same, informacje praktycznie też. Mimo to siedzimy jak zahipnotyzowani. Nie jestem dobry z historii, ale przywołam pewien cytat - Jedna śmierć to tragedia. Milion to statystyka. W moim przekonaniu tak powinno być, z czasem można zauważyć, że te słowa stają się bezużyteczne w odniesieniu do świata teraźniejszego. Mówiąc, że jedna śmierć to tragedia mam na myśli oczywiście śmierć bliskiej osoby. Wtedy mamy przyczynę do tego, aby pogrążyć się w smutku i znaleźć wolny czas na refleksję nad sobą. To całkiem naturalne. Niepodważalnym jest, że melancholia dopada nas w przypadku kiedy rzeczywiście łączyły nas więzi z osobą, która przepadła. Wrócę do statystyki i odwołam się do rutyny we Francji bo tak powinienem nazwać to wydarzenie. Milion osób ponoszących śmierć powinno być wydarzeniem, które nie wnika zbytnio do naszego wnętrza i nie wnosi smutku. Zamiast robić z igły widły każdy człowiek powinien zająć się tym co go otacza, tym z czym ma jeszcze namacalny kontakt. Powinniśmy kochać ludzi przed tym jak od nas odejdą. Ta myśl wydaje się taka oczywista, a mimo to jest tylko wzorem, który jest nam trudno zastosować, ponieważ ulegamy temu co wywiera na nas większe przekonanie iż jest to słuszne. Takim czymś jest grupa mediów wprowadzająca w błąd. Jak długo trzeba czegoś słuchać, żeby w zupełności uwierzyć? Przy odpowiednich metodach z pewnością nie długo, zwłaszcza przy potędze przekaźników. Zatem niemożliwym jest, abyśmy mogli ulegnąć danej informacji przy odpowiednio wysokiej retoryce. Nie ma rzeczy, której nie można sobie wmówić, ale o dziwo nie ma też rzeczy, której nie moglibyśmy sobie nie wmówić. Trzeba naprawdę wielkich starań, aby przeciwstawić się temu z czym mamy do czynienia na każdym kroku.

Wróćmy jeszcze raz do zdarzenia pod Grenoble. Po jaką cholerę zorganizowano zbiórki dla "ofiar" rodzin poszkodowanych? Do kurwy nędzy w jakim celu prezydent wpadł na genialny pomysł o nazwie 100000 złotych dla poszkodowanych? Nie dość, ze w rządzie mamy buraków obrastających w pieniądzach to jeszcze kaczka przyczynia się do powstawania dziury w budżecie. Napiszę krótko. Z tego co pamiętam w Polsce i na świecie najwięcej osób ginie w wypadkach drogowych, a nawet jeśli nie to nie zmienia to faktu, że jest to poważny problem. Gdzie podziewa się pomoc dla tych, którzy tracą głowę rodziny lub obu rodziców w, że tak powiem w standardowym wypadku. Ich sprawa nie jest w żadnym stopniu nagłośniona. Czemu? Dlatego, że w mediach nie ma miejsca na ciągłe nadawanie takich błahostek. Ludzie podniecają się tylko wielkimi sensacjami, a kto na tym zyskuje? Oczywiście inicjatorzy. Nasza kaczka w ten sposób chciała pokazać, że jest dobra, solidarna i zaradna dla naszego państwa. Dwa słowa: paradoks i propaganda.

Jakby ktoś chciał dowiedzieć się co rzeczywiście stało się 11 września w Nowym Jorku to zapraszam na kochaną wyszukiwarkę Google albo po prostu zachęcam do obejrzenia filmu 911 In Plane Site, zapewne powstało już kilka podobnych produkcji, zatem możemy je porównać. Dla niektórych ten temat jest oczywisty i stał się zamknięty, a trzeba powiedzieć, że jego poznanie dopiero się zacznie. Zawsze znajdzie się coś czego nie zobaczymy, a co wzbudzi w nas kontrowersje. Fakt, faktem nic nie jest takie obiektywne jakim to postrzegamy. Do prawdy dochodzi się bocznym i mniejszym, a nie głównym i rzucającym się w oczy wejściem.

Na koniec podaję link do ciekawego artykułu:
http://www.pardon.pl/artykul/2160

środa, 1 sierpnia 2007

Wczoraj

Kolejna notka miała być skupiona między innymi na Woodstocku i moich odczuciach z tym związanych, lecz pewna sytuacja zmieniła te zamiary.

Wczorajszy wieczór. Siadam przed tv w, którym rozpoczyna się jakiś film, przy czym pytam zgromadzoną siostrę z mamą o gatunek filmu. Matka rzekła z pełnym przekonaniem, że to nie dla mnie, ponieważ nie jestem romantykiem. Siostra zapewne niczego nieświadoma stanęła w mojej obronie ponieważ zapytała 'a skąd wiesz?' co było miłe aczkolwiek w ogóle się tego nie spodziewałem. To mnie w pewnym sensie napędziło, wkurzyłem się i odpowiedziałem ponurym głosem 'wszystko wiedzący'.

Krótka odpowiedź, natomiast adekwatna, o szerokim znaczeniu oraz podświadomie mająca na celu wywołać refleksje. Szczerze wątpię, że wywołała cokolwiek długotrwałego. chwilowe spojrzenie na siebie nic nie zmieniło, aczkolwiek z mojego punktu dało wiele. Potrafię cieszyć się z małych rzeczy, niekiedy dostrzegam je po długim czasie bo na to potrzeba czasu. Nie napiszę odruchowo 'dziwne', a - nic dziwnego, że rozumiem swoje małe radości.

W pełni obiektywnie mogę napisać, że przecież nikt inny niż my sami nie zrozumie tego co wprowadza nas w nastroje euforii bądź melancholii i tego czego nie ma w powszechnych przekonaniach ludzi zakodowanych w niedostępnych częściach naszego umysłu, czyli inaczej mówiąc - nikt nie zrozumie tego co dla nas jest wyjątkowe, na tym polega indywidualizm. Nie kierujemy się wówczas szablonami, które chwytamy bez wysiłku, ani w tym co w manipulacyjno-retoryczny sposób wpajają nam źródła, np. media, prasa, książki, a także sami ludzie nas otaczający. Tworzymy swój pogląd wyłącznie sami, nie czujemy w tym obcych rąk i to jest piękne, wręcz boskie. Niestety nie zawsze otoczenie pozwala nam się tym cieszyć, ponieważ wywiera na nas większe wysiłek, zakłopotanie, złe samopoczucie, następnie presję, a to później prowadzi do stresu i kończy się na zagubieniu poprzez utratę wiary w to co wierzyliśmy, a czasami na czymś więcej o czym nie warto teraz wspominać dlatego, że samobójstwo to osobny, obszerny temat o, którym nie będę teraz myśleć.

Odbiegając od tej dygresji powróćmy do wczorajszego wieczoru. Po co o tym wspominam i dlaczego to takie ważne? Otóż wszystkie zapisy łączy jedno - potrzeba wyrzucenia swoich myśli, a także chęć wzmocnienia własnych poglądów, które prowadzą nas przez życie. Aktualny zapis jest o tyle ważny, że jest jedną z wielu idealnych metafor w pełni tego słowa znaczeniu nawiązujących do tego, że moja najbliższa rodzina wie o mnie kurwa tyle co kot napłakał. Z czystym sumieniem napiszę, że wiedzą jak się nazywa szkoła do której chodzę, ile mam lat i to czy obgryzam paznokcie. Poza tym nic o wyższym stopniu rozbudowania, choć trudno w to uwierzyć, tak jest naprawdę w rzeczywistości.

Nie mam o dziwo do nich o to wielkiego żalu i nie ukrywam, że malutki pozostanie, ale czasami ich teksty i pewność siebie potrafi wprowadzić w stan ogłupienia. Zadaje sobie wtedy pytanie - może rzeczywiście podmienili mnie w szpitalu? Na to pytanie zna odpowiedź sam personel tej instytucji, ja mogę tylko przypuszczać ;) Przyzwyczaiłem się już do rodzinki i pewne sprawy zaakceptowałem. Robię się coraz większym introwertykiem oraz ekscentrykiem i nie czuję się w tym niekomfortowo. Długo z tym walczę, są chwile kiedy popadam w stany depresji, ale nigdy nie rezygnuję z poglądów na rzecz przyjemności ciała niezgodnych ze mną tylko po to, aby utopić w tym smutki. Wolę hartować umysł.

W dzisiejszym świecie mocna psychika jest ważna by przetrwać na tej wojnie zwanej życiem. Brak odrobiny własnego zdania w podstawowych sprawach moim zdaniem to brak firewalla w systemie i łatwy dostęp do pełnej kontroli nad zainfekowanym obiektem. Obcy podsyła nam coś co wizualnie wygląda jak Winamp lub smaczne ciastko ;P, a my temu ulegamy i niczego nieświadomi wywołujemy impuls prowadzący do inicjacji niszczących instrukcji w naszym umyśle. Bez własnego zdania można zaginąć jak helikopter w ogniu pośród pieprzonych dzikusów i być podatnym na ich manipulację, a co w efekcie końcowym prowadzi do przemian na jakich wymusza na nas otoczenie i wreszcie do bycia takim samym jak owe obiekty, które do tego dążą.

Dlatego myślę, że nie musimy od razu pisać książek, ale musimy neutralizować ataki osób popierdolonych w wielu tego słowa znaczeniach, jak i zarówno tych nietolerancyjnych i co za tym idzie - wyjść z tej bitwy w dyplomatyczny sposób, nie pozwalając sobie wejść na głowę, wyłącznie w sytuacjach kiedy czujemy się zagrożeni pod presją środowiska, nawet jeśli nasza naturalna reakcja jest inna. Trzeba pamiętać, że każdy może zaopatrzyć się w owczą skórę w Realu w celu przebrania i wtopienia się w otoczenie.

Używam zmysłów.
 
//zabezpieczenia ... ... ... ... ...